![]() |
|
2011 |
i dalej Smutki... hm ciagle gdzies z tyłu głowy siedza... raczej takie niedowierzanie, ze moglam sie tak bardzo pomylić i nie widziec... no coż... bywa... na szczescie egzaminy pozdawałam, sprawdzian z Hiszpanskiego zaliczony... Egzamin na SRC zdany! yeah... wiec wiem ze w tym jestem dobra! bo nie wszyscy zdali. A teraz? a teraz Swieta... jeden z mniej ulubionych przeze mnie okresów w roku... tak wiem, dziwna jestem, ale ja nie lubie swiat... i nie cierpie sylwestra... no ale jak co roku dam rade... co robic... :) wiec ogolnie nie jest zle i bylwe do wiosny! wtedy juz majówka i przygotowania do lipcowej wyprawy :) w miedzy czasie w góry musze sie wybrać na czyszczenie głowy! :) i bedzie jakos... moze nawet dobrze :) tara 2011-12-18 12:08:44 skomentuj (2) smutnawo smutki u mnie... nie bede sie rozpisywac bo nie ma sensu...
jakos staram sie sobie radzic...
wynajduje sobie nowe zajecia,
wiec zaczelam sie uczyc hiszpanskiego... zawsze chcialam to zrobic, a zima jest dobrym momentem, malo wyjazdow, wiec mniej pokus by opuszczac zajecia...
zaplanowalam ze zrobie sobie uprawnienia potrzebne przy prowadzeniu jachtu- czyli uprawnienia radiooperatore SRC...
jakis festiwal filmowy w planach,
moze jakies gory w grudniu...
heheh nawet wybieram sie na pokaz Macieja Zienia w poniedzialek...
tak wiec duzo zajec zeby zająć głowę... zeby nie myslec i nie dopuszczać smutkow...
czasami jest tak ze siedze sobie sama i wtedy jest ciezko, bo glowa mysli, jak bylo fajnie a jak jest beznadziejnie... ale nic to... mija jakos... bedzie dobrze... byle do wiosny!
tara 2011-11-05 10:12:21 skomentuj (2) u mnie... ...smutno... nie fajnie jak ludzie nas niesprawiedliwie oceniaja... tara 2011-10-01 10:42:12 skomentuj (3) dziwnie i smutno Czekasz na spotkanie... ponieważ Ci zależy to szykujesz się na nie... fryzjer... pazurki... wszystko jak najpiekniej :) starannie dobrane ciuszki i makijaz... cos dobrego do zjedzenia a potem do wypicia...dobry nastrój połączony z dreszczykiem emocji i wyczekiwania... na sam koniec spotkanie zostaje odwołane... pozytywne emocje odchodza, zostaje smutek... zawód... i zostaja te cale przygotowania... tylko co dalej... i dalej juz nic... to by było na tyle... i ten smutny Jack Daniels w lodowce, kupiony na te okazje... nawet nie chce mi sie go wypic... bo taki smutny... bez sensu... tara 2011-09-25 09:19:27 skomentuj (2) czyszczenie głowy Moja głowa jest zawalona ostatnio... ma tysiące myśli i przemyśleń i nie są to wesołe przemyślenia... nie mogę spac... więc na rowerek! los roweros nad los rzekos i totalny blackout i czyszczenie głowy... moze jak sie masakrycznie zmęcze na łonie natury to pomoże... zazwyczaj pomagało... bo wesoło nie jest! tara 2011-09-10 08:22:46 skomentuj (4) dzisiaj przygrywa mi Tom Waits. Dzisiaj słucham sobie jednego kawałka, ktory bardzo dobrze obrazuje to co sie u mnie dzieje... he smutno dzisiaj... http://www.youtube.com/watch?v=XQoisuB5s7c&feature=related nie umiem wstawiac filmików wiec tylko link... ale posłuchajcie... jest genialny... jakos nie chce mi sie weekendu... w sumie to hukers... moglabym jutro spokojnie do pracy pojsc... ale nawet nie mam tyle do zrobienia zeby zabrać prace ze soba do domu... no nic, jakos to bedzie... minie... gorzej, ze minie i co dalej? dzisiaj nie ma nic fajnego na horyzoncie... tara 2011-09-09 12:00:38 skomentuj (0) i kolejny tydzien I kolejny tydzień czas zacząć... ciekawe co przyniesie... wolalabym miec wszystko zaplanowane... je to jednak nie lubie niepewnosci :) no chyba ze brak planów zalezy tylko ode mnie... :) wtedy jest wspaniale... ale jak juz coś nie jest zależne tylko ode mnie... to w mojej glowie się dzieje masakra... i zaczynam wymyslac jak to zrobic, zeby to znowu zalezało tylko ode mnie...he pogmatwane? ale pamietajcie, ze ja od 5 lat robiłam wsyzstko, zeby byc niezalezną całkowicie... wiem wiem, ze to utopia, bo zalezymy od pracy, pogody, korków i takich tam... ale przynajmniej minimalizowałam wpływ osób drugich na moja niezalezność... i na moje decyzje... i teraz ta zalezność i wyczekiwanie mnie zabijają... wiem, jestem dziwakiem... trudno co robić... tara 2011-09-05 09:41:12 skomentuj (0) weekend Nie lubię, jak moje plany weekendowe ulegają zniszczeniu w ostatniej chwili... miało być cziko romatico- została wyprawa z rodzeństwem do rodzicow... ale co robic... tara 2011-09-04 09:32:07 skomentuj (2) ? Ze mna jest cos nie tak... albo trafiam nie na tych co trzeba... :( dopisane 02.09: No dobra musze sie wam przyznac, ze ja sie cyba panicznie boje zależności i zwiazków, i dlatego nadinterpretuje... znaczy szukam niepozytywnych spraw... ale... generalnie jest cudownie... jest... niesamowicie... trzymajcie kciuki... moze jeszcze troche to potrwa :) tara 2011-09-01 08:09:55 skomentuj (3) ... czuje sie jak czternastolatka... romansuje... wyjezdzam na weekendy... trzymajcie kciuki! boje sie ze sie nie uda... ech... jednak czas leczy, ale strachy i blizny zostaja! tara 2011-08-31 07:58:51 skomentuj (0) moja szalona głowa nie daje się okiełznać! BOSKO!
To juz trzeci tydzien chodzę do pracy... tara 2011-08-17 13:50:24 skomentuj (0) Góry w Słowenii i sprawdzanie kondycji :) Tak jak wam wcześniej pisałam, wybrałam się z przyjaciółką w góry do Słowenii. Zaczynałyśmy od pasma które bardzo nam przypominało nasze beskidy- pierwsza góra Smrekovec- bardzo podobna do Turbacza :) Następnie Raducha- bardzo podobna do Babiej Góry :) i tak sobie chodziłyśmy i znajdowałyśmy przeróżne podobieństwa :) Następnie poszłyśmy w troche wyższe pasmo, gdzie szczyty były tak powyżej 2000 mnpm. Było przepięknie... Samo wchodzenie nie jest problemem- trzeba zacząć powoli i powoli iść, i tak sie da iść przez cały dzień- pomimo tego, ze trzeba nie raz w ciagu dnia pokonać różnicę wysokości około 1000 metrów. Najgorsze jest schodzenie w dół. Alpy Kamnicko- Sawińskie są bardzo kruche- co oznacza, ze na szlaku- jeżeli taki jest :) leżą kamienie- taki większy żwir- ja bym to nazwała tłuczeń... i co w tym trudnego? no więc przy każdym postawieniu nogi- ten kamień pod nogą się przesuwa w dół! i się jedzie! ja ze swojej strony robiłam wszystko zeby nie jezdzić, bo bałam się że skręcę nogę czy cos... ale wymaga to ogromnego skupienia i wysiłku fizycznego- wszystkie mięśnie miałam napięte! Więc stwierdziłam, ze o wiele bardziej lubię wchodzić pod górę, niż schodzić! Wszystko wynagradzały widoki! nieziemskie! Słoweńcy, których spotykałśmy to niesamowicie pogodni ludzie! ciągle uśmiechnięci i weseli, ciągle żartujący! na przykład jeden gość zapytał mnie na szlaku- tak po prostu zanim mi powiedział cześć- to zapytał mnie czy umiem jodłować! wiecie tak jak austryjacy w górach :) a potem mi powiedział, ze słyszał, że na szczycie jest impreza i czy nie wiem czy to prawda :) oni tacy są :) Spotkałyśmy też gruypę chłopaków, którzy trafili do tego samewgo schroniska co my i wiecie co? spiewali nam piosenki! tak po prostu- bez zenady- z usmiechem- smieli sie tylko ze Słoweńcy to wesoły naród ale piosenki mają tylko smutne... Ciekawe też jest tam jedzenie :) dla mnie ciężko- mam niewiele fanaberii jedzeniowych- ale jedna z nich jest to ze jak herbata to czarna z cytryną, żadne ziółka i nie jadam rosołu! No więc zupa po słoweńsku to juha- i każda juha tam to rosół- czy zamawiałam po prostu juhe- czy pytałam, czy ma warzywa, i raz nawet mi powiedzono ze maja beaf soup to i tak dostawałam rosół- bez warzyw z makaronem- raz udało mi się zjeść zupę grzybową i raz jako zupę z warzywami dostałam fasolową- niestety ja mam uczulenie na fasole. Z herbatą też był problem- bo nie podają tam czarnej herbaty! zamawiając herbatę- czyli czaj- dostaje się ziołowe coś- miętę, czasami rumianek, czasami mieszankę mięty i owocowej, i zawsze posłodzone! Z kawą też trzeba było uważać, bo zamawiając "bielo kawa" dostawało się kawe zbożową na mleku- trzeba było zamówić "Kawa z mlekom" i wtedy była fusiasta z mlekiem, ale juz posłodzona!!! Na szczęście dawało się tam od biedy dogadać po polsku :) na przykład dwa piwa to "dva piva"! :) wiec super łatwo :) kiełbasa to "klobaso"- też wiadomo o co chodzi :) W niektórych schroniskach, to wrecz lepiej było mówić po polsku niż po angielsku- bo polski to jakoś jeszcze kojarzyli, a angielskiego ni w ząb! skosztowałyśmy bardzo fajnego skarbu narodowego- a więc Borovicka :) Borovicka to jest nalewka na jagodach, bardzo delikatna ale i smaczna :) No dobrze- to tyle z mojej pisaniny- teraz zdjecia :) Dzień Zero: czyli jak dotrzeć do Crna na Koroskiem- gdzie mamy nocleg! Najpierw w Warszawie o 6.30 wsiadam w pociąg do Klagenfurtu. W Katowicach z małymi przygodami dosiada się moja przyjaciółka i juz dalej jedziemy razem. Pociąg jedzie jakieś 12 godzin, i dodatkowo ma spoźnienie, więc ucieka nam kolejny pociąg, którym chciałysmy jechać... no nic trudno za godzine jest jeszcze jeden.. wiec wsiadamy po godzinie w pociąg do Blaibourga... wysiadamy z niego o 20.20 i tu zaczynają się schody... nie ma zadnego połączenia na Słowenie- więc musimy drałować ponad 10 km na nogach z plecakami... a musimy pojawić się w miejscowości Mezica koło 22.30 bo mamy autobus do crna :) po cichu liczymy, ze złapiemy kogos na stopa... ale przez ponad godzine nam się to nie udaje- przechodzimy juz na nogach granicę- czy raczej pozostałości po niej i tu jest śmieszna sytuacja- granica jest na szczycie jakiejs góry, w lesie... a że jest jakaś 21.00 godzina, to już ciemnawo. Stwierdziłyśmy, że trzeba sobie zrobić zdjęcie przy takim relikcie jak bramki na granicy, więc jedna stoi z zapaloną latarką na czole, ja wyciągam aparat, naciskam migawkę, w tym momencie podjeżdża samochod, więc macham na niego- błyska flesz... kierowca musiał myśleć, że został złapany na jakiś fotoradar, bo zatrzymuje się prawie w miejscu... ale po chwili dostrzega nasze plecaki i rusza jak poparzony!!! mysłałam ze się popłaczę ze śmiechu :) ruszyłysmy dalej na nogach, ale niedługo potem zatrzymał się chłopak z dziewczyną, którzy jechali tam gdzie my i dodatkowo znali właścicielke zarezerwowanych przez nas apartamentów, więc zostałyśmy podwiezione pod same drzwi!!! I to była nasza ostatnia noc w poscieli i z prysznicem! Dzień pierwszy i pierwsza góra- taki nasz beskidzki Turbacz :)Przez cały dzień jak szłysmy to było niesamowicie parno i bez słońca- osobiście wypiłam około 2,5 litra wody (jak nie więcej) i przepraszam za szczegóły tego typu, ale nie trzeba było udawac się w krzaki zeby oddać nadmiar płynów, wszystko się wypacało- każdą komórką ciała- a jak doszłśmy na szczyt- to juz lało,dość intensywny deszcz...!, potem niesamowite chmury przelatywały nad szczytami z ogromną prędkością- przepiekny spektakl... ![]() Drugiego dnia- czekała nas wycieczka przez takie szczyty jak Komen, Travnik, aż pod Raduchę do schroniska, które się nazywało Koca na Loki... po drodze typowo beskidzkie widoczki :) i tam słoweńskie chłopaki spiewały nam piosenki :) ![]() Trzeci dzień to wejscie na Raduche- na szczyt na wysokości 2064 mnpm. a następnie zejscie z niej- co zajęło nam ponad 4 godziny... spacer przez dolinę Robanov Kot, wspięcie się na Strelovec 1763 mnpm i zejście do schroniska- Koca na Klemencka Jama na 1208 mnpm :) długa wycieczka, wyszłyśmy z Koca na Loki przed 8 rano a doszłysmy do następnego schroniska po 21.00, mocno byłam zmęczona tym dniem... ale widoki...!!! ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Dzień czwarty: z naszej Kocy na 1200 mnpm planowałyśmy się wspiąć na górę Kroflicka 2083 mnpm, i pózniej dalej przez szczyty takie jak Skarje 2144, Babe 2244, Planjawa 2394, aż do następnego schroniska Koca na Klemnickie Sedlo 1864 mnpm. Długa wycieczka, najpierw w słonku, potem w chmurach, ale znowu widoki! jak tam było pięknie! Dzień się zaczął od widoku ze scroniska na naszą górę! mnie ten widok z lekka przerażał- "ja tam dam rade wejsć?? nienormalna jestem że tam idę!!!" zresztą zobaczcie- to ten widok!! ![]() ale weszłam :) powoli swoim tempem, które smiałam się i nazywałam - żółwikowe tempo :) pozwalało mi na zachowanie sił do końca dnia :) ![]() potem naszły chmurki... co to był za widok- jak chmury próbowały przekroczyć pasmo górskie i nie dawały rady- więc po jednej stronie góry mleko, po drugiej słońce!!! ![]() ![]() ![]() i na koniec- wydawało się , ze to juz koniec ukazał nam się za kolejną scianką widok na nasze schronisko- szłysmy do niego jeszcze prawie dwie godziny!!! właśnie po tych skałach, które na zdjeciu widać po prawej stronie!!! ![]() Dzień piąty- był dniam leniuchowania! zostałsmy w tym samym schronisku i tylko pospacerowałyśmy po okolicy :) weszłyśmy na szczyt góry Brana 2235 mnpm. Było ciekawie, bo ostatni etap to było juz wspinanie się po skałkach :) wiecie jak małpka- "tu wystaje skałka to się chwycę i podciągnę", były też chwile, gdzie szlak był ubezpieczony stalowymi linami- nogi się stawiało na półce skalnej i szło się trzymając się liny! powiem, wam, że te liny są dużo lepsze niż łańcuchy! jest to wygodniejsze i łatwiejsze, łatwiej się ręką tego trzymać, nie lata to jak łańcuchy u nas w tatrach! no ale ze względu na kruchość skały chodziłyśmy tam w kaskach- ja w takim kasku wyglądałam jak Bob Budowniczy :) heheh :) ![]() ![]() i Martunia zadowolona z siebie na szczycie:) ![]() Ledwo zeszłśmy ze szczytu do naszego schrniska i znowu pokazały się chmury- tak, że szczyt Brany- był nimi zakryty!!! miałyśmy szczęście że wybrałyśmy się wcześniej, bo przynajmniej widoczki mogłyśmy podziwiać :) ![]() dzień szósty- to ostatni dzień w górach- następnego dnia miałyśmy pociąg z Villach w Austrii do Warszawy. Tak więc z naszej Koca na Kamnisko Sedlo wybrałyśmy się w stronę miejscowości Jezersko wyruszyłysmy koło 7.30 raniutko ze schroniska... podróżowałyśmy sobie przez góry- to schodząć w dół- to znowu wspinając się na 2000 mnpm :) po drodze spotykając jaszczurki :) ![]() spotykając dowody jak góry potrafią być niebezpieczne i nieobliczalne... smutne dowody niestety :( ![]() Jak się odwracałam i patrzyłam, skąd idę, to nie mogłam uwierzyć :) to przecież nie możliwe, ze ja tam byłam, ja tam chodziłam :) i to nawet nie było tak źle z moją kondycją :) wszystko swoim tempem i było bosko!!! ![]() Trochę w tych schroniskach kiepsko było z prysznicami... to znaczy nie było ich po prostu i nie było też ciepłej wody.. więc mycie się, to przy zlewie w zimnej wodzie :) ale po drodze spotkałyśmy przy jednym ze schronisk taki oto prysznic!!! ![]() I to już koniec gór- zeszłysmy w doliny! a za nami takie szczyty zostały!!! ![]() Droga do domu- to rózne środki transportu :) troche na nogach, do samego Jezerska, potem autobusem, do Kranja- tam znalazłyśmy nowiutki Hostel i niezbyt drogi :) z gorącą wodą i prysznicem!!! myślałam, ze nie uda mi się wyjść spod tego prysznica :) chłopak prowadzący ten hostel, bardzo miły usmiechnięty- chciał nas ze sobą na koncert zabrac :) heheh... ale my wybrałyśmy spacer i kolację w bałkańskiej restauracji :) Raniutko o 5.15 miałyśmy pociąg do Jesenicy, potem wsiadałyśmy w pociąg do Villach, i w Villach juz w pociąg do Warszawy... i kolejne 12 godzin w pociągu... Powiem wam, ze nasze pociągi euro City- to niezłe padaki są, nie ma gniazdek z prądem przy fotelach, musiałam iść do Warsu i prosić o podładowanie telefonu, albo siedzieć z nim w atpliwej czystości kibelku! sam pociag wyglada juz na wysłużony, fotele też dawno poubijały się miękkie nie są... kiepsko z klimatyzacją czy nawiewami powietrza, są dwie opcje, albo jest duszno, albo zimno... na szczęście obsługa była przemiła i w dodatku ta sama co tydzień wcześniej jak dopiero jechałśmy na nasz wypad- chłopaki z Warsu nas pamiętały, nawet pytali się co i jak nam się udało :) Wyprawę można uznać za udaną!!! weseli i usiechnięci ludzie, piękne widoki :) Bosko!!! tara 2011-07-11 11:47:13 skomentuj (2) oczekiwanie Siedzę sobie na wsi i pilnuję domu rodziców... Rany jaki moja mama ma piekny ogród, jak w nim kwiatami pachnie- a wieczorem, to juz niesamowicie. Tak więc siedzę w ogrodzie, albo spaceruję po lesie... i myślę... bo teraz mam czas oczekiwania na kolejna wyprawe... W środe wybieram sie połazić po górach w Słowenii... nie mogę już się doczekać, chociaż trochę się boję, że kondycyjnie nie wyrobię... ale jadę z Majuchą, więc będzie wesoło... taki dni oczekiwania na cos są bez sensu... przynajmniej dla mnie... ja nie umiem znalezc sobie miejsca, spie nienajlepiej, bo juz chodzę w napięciu, najchetniej juz bym wyjechała... przynajmniej psy mają z tego pożytek, bo trafiły im się dlugie spacery na rozchodzenie zirytowania :) mam jeszcze miesiąc wakacji, a juz się troszkę zastanawiam jak bedzie w nowej pracy, jak sie sprawdze, bo to mnie chyba najbardziej gnebi, czy nie trafie znowu na jakis nienormalnych szefow... w mojej poprzedniej firmie tak bylo, z rekrutowali mnie super szefowie, tylko po miesiacu mojej pracy dla nich, jedna zaszla w ciaze a druga zmieniła dział, i potem to juz na dobrego szefa nie trafiłam, same jakieś niespełnione laski, ktore za wszelka cene musza sie wyzyc w pracy, i zamiast czerpac i uczyc sie od bardziej doswiadczonych pracownikow, to one musiały pokazac ze wiedza najlepiej... najokropniejsze bylo jak przenosily zachowania z domu- takie w stosunku do malych dzieci- na pracownikow- wyobrazacie sobie, ze na powaznej prezentacji, gdzie pokazujecie jakas wazna analize Twoja szefowa zadaje wam pytanie zaczynają zdanie- Martuniu, kochanie- ale czy... itd... masakra! Boję się też bo moj ostatni szef, zna mojego nowego szefa i boję się, że mi jakiegos smorodu narobi... znam go na tyle, że wiem ze jest to mozliwe, chociażby zeby dać mi popalić za to, że odeszłam... a nie na przykłąd dałam się zwolnić! no ale to tak chwilami mam takie myśli... przede mną jeszcze miesiąc relaksu i mam zamiar dobrze go wykorzystać :) tara 2011-06-24 09:35:54 skomentuj (0) a co dalej? też ambitne plany... teraz na dlugi weekend siedze u rodzicow na wsi, z psami i kotem :) beda mnie odwiedzac ludki :) ponieważ rodzice robia sobie wycieczke :) zaraz po weekendzie wypad z Majucha w góry- ale nie byle jakie- wybieramy sie do Słowenii połazić tam... szykują nam się via ferraty do pokonania- czyli poruszanie sie pod drogasz ubezpieczonych, więc zabieramy ze sobą sprzęt do wspinaczki! Już nie mogę się doczekać, jak oglądam zdjęcia w internecie- to aż dech w piersiach zapiera! drugi i trzeci tydzień lipca przeznaczony został na zrobienie badań, przygotowanie niezbędnej dokumentacji do pracy, przegląd samochodu i takie tam organizacyjne sprawy... a na sam koniec mojego urlpu wybieram się jeszcze na rejs do chorwacji! i 1 sierpnia do pracy... Powiem, wam, że życe na takim urlopie jest boskie! co prawda cala kase wydałam na wyjazdy, i musze pilnować nawet każdej przysłowiowej złotówki, ale i tak warto! w końcu nie wiadomo kiedy teraz pojde na urlop.. ale głowa wolna od stresów, żyje jak na urlopie... robie co chce i kiedy chce... zrobilam sobie nawet dzień w pizamie od rana do wieczora! yeah nic mnie nie goni, i praktycznie nic nie musze! A jutro wybieram sie na Świeto Muzyki w Warszawce- będzie mnustwo koncertów, na ulicach w bramach, znakomi ci muzycy... i to wszystko po prostu spacerując! niesamowite! Ciekawe czy powrót do pracy będzie nczym ciężkim, czy będę juz potrzebowała takiej aktywności jak praca... bo ile można funkcjonować w trybie wakacyjnym? tara 2011-06-20 09:58:06 skomentuj (0) apdejcik a u mnie wakacje... Trwają już sobie jakiś czas :) Wróciłam ostatnio z rejsu z Alicante w Hiszpanii przez Gibraltar do Lizbony w Portugalii. Było super. Cieplutko i fajniutko, egzotycznie- delfiny ciągle nam towarzyszyły, nie uwierzycie, ale pod koniec juz nikt nie podrywał się z miejsca jak się pojawiały :) pływały godzinami przy jachcie i dawały taki popis akrobacji, ze ja nigdy nie wybiore sie do żadnego oceanarium! nie wiem co wam napisać o rejsie... nie da się tak opowiedzieć 2 tygodni w kilku zdaniach- moge napisać ze odpoczełam psychicznie, ze wyszalałam sie fizycznie :) tańczyłam w tawernach na barze z hiszpanami :) spotkałam poskiego barmana w Gibraltarze :) niesamowite ilości Norwegów w Lizbonie z okazji meczu Portugalia-Norwegia:) to były imprezy :) Lizbona jest piekna zarówno w ciagu dnia jak i nocą :) super... uwielbiam takie klimaty- te południowe! to wszystko razem pozostawia takie wrazenia, ze sie nigy tego nie zapomni! Tym razem nie wspinałam się na reje :) wiec zdjecia wrzucam tak o koło siebie :) bez opisów czy wskazówek :) jakbyście chcieli zobaczyć więcej, to oczywiście do ogladania jest album :) https://picasaweb.google.com/109921610474269263090/RejsAlicanteLizbona2011?feat=directlink ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() I trasa jaką zrobiliśmy :) No i jeszcze jedno się stało ostatnio! dostałam PATENT STERNIKA MORSKIEGO!!! WOW!!!
tara 2011-06-16 00:06:55 skomentuj (0) |
Pożyteczne- niezbędnik albumy zdjęcia MArtuni miau.pl stąd też czerpię moją kocią wiedzę moje zdjęcia - zdjęcia Tośki i nie tylko :) Koniki- pegasus odiwedziłam i polecam wszystkim miłośnikom koników... Karteczki Garfielda - tam znajduję kartki dla moch przyjaciół dodatki blogowe szablony i nie tylko sunshine szablony w tym się zaczytuję elik Tary zdjęcia z komórki tu przesyłam zdjęcia z komórki :) STS Fryderyk Chopin piekny żaglowiec, chciałabym kiedyś na nim popłynąć w rejs Zebra The Black Pearl piekny jaht i genialna zaloga- Volvo Ocean Race 2005-2006 minatka Lisianora afirmacja zycia :) Monthy Roberts Człowiek, który słucha koni... Skrawki życia... czasem tu, czasem tam... nie wszyscy muszą wszystko wiedzieć... Minek internetowa bratnia dusza Elfica kochana dobra duszyczka |